wtorek, 28 października 2014

Asia 2014 - koszty noclegów

Pamiętacie moje krótkie wpisy dotyczące promocji hotels.com? Jeśli nie, to znajdują się tutaj i tutaj. W każdym razie, dzięki niej miałam wykupione pierwsze i ostatnie spanie mojego azjatyckiego wyjazdu. Pierwszy nocleg miałam w 4-gwiazdkowym hotelu Mandarin, niedaleko stacji metra i głównego dworca kolejowego. Mimo zniżki 40 dolarów i tak sporo za niego zapłaciłam, bo się śpieszyłam, jak głupia, aby z niej skorzystać – w końcu co nagle, to po diable. Jednak miałam cudownie przyjemny nocleg w czyściutkim pokoju i toaletą z kiblem z podgrzewaną klapą i różnego rodzaju spłukiwaczami do tyłka, że wydane 88,92 zł (ze śniadaniem) nie było bolesne.

Pomiędzy prysznicem a sedesem znajduje się programator, na którym można sobie wybrać np. rodzaj czyszczenia

Nocleg nr 2 odbył się w pociągu relacji Bangkok – Butterworth w Malezji. Dostałam najpierw poduszkę do leżenia, zamówiona kolacja i śniadanie (dodatkowo płatne) były bardzo smaczne, a spanie miałam rozłożone przez pana „asystenta”. Co dla mnie dość śmieszne – to łóżka są rozkładane ok. 19:00 i składane ok 7:00, więc nie pozostaje nic innego niż spać 12 godzin, bo niczego innego nie ma się szans robić. No dobrze, trochę czytałam, a kolega Brytyjczyk słuchał muzyki. Spało mi się jednak bardzo dobrze, choć sądzę, że ktoś mający więcej niż 170 cm wzrostu mógłby mieć z tym większy problem, tj. gdzie podziać nogi.

W Georgetown spałam w hostelu „Guest Inn”, położonym niedaleko Love Lane, na której znajduje się bardzo dużo noclegowni. Dokładny adres wg Google Maps to Jalan Muntri 61. Za przyjemne dwie noce w czwórce z klimatyzacją zapłaciłam 30 ringgitów za noc. Można było pić kawę i herbatę do oporu, a poranny tost również był w cenie.

W Cameron Highlands/Tanah Rata udałam się wraz z nowo poznaną Niemką do polecanego przez Lonely Planet Father's Guesthouse, w którym pani oferowała nam jedynie dwójkę z podwójnym łóżkiem za 75 ringgitów. Miejsce wyglądało sympatycznie, ale nocleg w jednym łóżku z obcą osobą chyba nam obu się średnio podobał. Wybrałyśmy się zatem do Eight Mentigi Guest House, który położony jest praktycznie obok Father's Guesthouse. Co ciekawe, w wersji angielskojęzycznej LP nie ma wzmianki o tym miejscu, w przeciwieństwie do niemieckiej… W każdym razie za dwa noclegi w 6-osobowym pokoju zapłaciłam 20 ringgitów za noc (herbata i kawa w cenie, ale tę ostatnią mają kiepską). No i było to miejsce, które mogę polecić. Niewielka cena, dobre warunki, no i przezabawny właściciel!

Spanie w Melace polecała Agnieszka Ptaszyńska na swoim blogu, rekomendując je jako tanie z fantastycznym, podobno zabawnym właścicielem. Nie wiem, w jakich marnych miejscach trzeba spać, aby polecić takie miejsce?! Zostałam tam dwie noce, bo nie wiedziałam, co brałam, i były to najgorsze dwie noce mojego wyjazdu, za które zapłaciłam 30 ringgitów za noc. Ani nie spotkałam zabawnego właściciela, ani w zasadzie nikogo, kto tam spał, tylko przez cienkie ściany mojej celi bez okien i klimatyzacji słyszałam rozmowy innych, facetów, przez co czułam się nieswojo i jak na skrzydłach uciekłam do Singapuru, mimo że jako miejsce Melaka mi się nawet podobała… 

Backpackers's Freak Hostel, czyli moje więzienie

W Singapurze spałam w hostelu poleconym przez polską parę spotkaną w Tanah Rata. Miejsce zwie się ServiceWorld Hostel i znajduje się w Chinatown na ulicy Banda 5, skąd do metra jest niedaleko. W 6-osobowym pokoju spałam tylko z Wietnamką i byłyśmy w ogóle jedynymi osobami w tej części hostelu (właściciele mają drugą – trochę tańszą, ale głośniejszą). Zapewne gdyby o tym hostelu była jakakolwiek wzmianka w Lonely Planet, to nie byłoby tam wolnego miejsca … W każdym razie, za noc zapłaciłam 25 dolarów singapurskich

Reklama Newsweeka ;)

Autokar z Singapuru do Kuala Lumpur dowiózł w mnie w pobliże miejsca polecanego przez Lonely Planet. Jako że mam krzywy kręgosłup, to plecak ciąży mi nieznośnie i zazwyczaj za daleko nie chce mi się z nim chodzić, więc mimo że cena za noc w jedynce w Classic Inn była duża, to machnęłam ręką. Wielka pani Monika miała zatem swoją własną łazienkę, telewizor i większe łóżko za 128 ringgitów (ze śniadaniem). Co ciekawe, w Lonely Planet ta cena figuruje za dwójkę (szczerze mówiąc, drażni mnie ich monopolizacja rynku podróżniczego)! Jak ktoś jednak chce zaznać trochę luksusu po spaniach w hostelach, to mogę to miejsce polecić, bo jest przyjemne, niedawno odnowione i dają dobre śniadanie.

W jednym małym pomieszczeniu znajduje się sedes i prysznic z deszczownicą, czyli ze strumieniem wody, którym nie da się sterować pod względem kierunku - dobre rozwiązanie dla hotelu, w którym ważne jest każde miejsce, ale w domu bym tak nie chciała - codziennie trzeba by było sprzątać!

W Bangkoku przez dwie noce spałam ze znajomymi w trójce. Ratchada 17 Place jest dość daleko od centrum, ok. 1 km od linii metra, a sam hotel wygląda jak hotel robotniczy, ale za 300 batów za noc nie ma co narzekać – łóżko miałam wygodne :) Choć w przyszłości raczej do tego miejsca nie wrócę – za daleko.

Jak już wspominałam na początku, ostatnią noc w Bangkoku miałam wykupioną już w Polsce. Tym razem hotels.com zasponsorował nocleg w 3-gwiazdkowym hotelu Pinnacle Lumpinee Park Hotel, za który dzięki 30-dolarowej zniżce zapłaciłam 3,72 dolara! To się nazywa deal, nie? Pokój był czysty, choć nie pierwszej świeżości, no i już nie było podgrzewanej klapy w toalecie ;) Ale było śniadanie, telewizor i położenie niedaleko stacji metra! 

Na spanie podczas dwutygodniowego wyjazdu wydałam więc łącznie (w zaokrągleniu): 590 zł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz