niedziela, 26 października 2014

Asia 2014 - koszty transportu

Kiedy wyskoczyła oferta Ukraine International Airlines do Bangkoku za 1376,52 zł (wraz z kosztami banku, czyli ponad 50 zł – dziady!), zastanawiałam się tylko godzinę i to też tak długo, bo wiedziałam, że będę lecieć sama, na dłużej niż kilka dni. Przez kolejne trzy miesiące do wylotu śmiałam się, że i tak nie wiadomo – ze względu na zaistniałą sytuację polityczną – czy w ogóle polecę/dolecę. Jednak doleciałam i to całkiem szczęśliwie. Zamierzam więc w przyszłości skorzystać z ukraińskich linii ponownie, mimo że oferują średnie jedzenie i bardzo mało napojów, ale za taką cenę biletu mogę sobie kupić butelkę wody nawet za 10 zł!

Po zakupie biletu plan podróży dość szybko wykrystalizował się. Jako że Malezja chodziła mi po głowie od ponad dwóch lat, wiedziałam, że z Bangkoku uderzam na południe. Sprawdziłam tylko możliwości dojazdu i tak znalazłam stronę seat61.com, dzięki której dowiedziałam się wszystko o nocnym pociągu na trasie Bangkok–Singapur. Bilet kupiłam on-line, ponieważ nie chciałam ryzykować obsunięcia czasowego w moim planie wyjazdu ze względu na brak biletów w kasie na ten jeden jedyny pociąg dziennie w tamtym kierunku. Na miejscu okazało się, że bilety były, ale w niewielkiej ilości. W każdym razie bilet kosztował mnie, wraz z kosztami karty kredytowej, 148,59 zł.

Trasa wyjazdu. Copyright GoogleMaps

W Malezji pierwszym miejscem do zobaczenia był Georgetown na wyspie Penang, na którą z Butterworth, czyli stacji kolejowej na stałym lądzie, dopływa prom za 1,2 ringgita (przelicznik mniej więcej 1 do 1). Można dojechać również autobusem przez jeden z dwóch mostów, co zresztą uczyniłam w drugą stronę, kiedy jechałam do Tanah Rata, czyli Cameron Highlands. Bilet na autokar kosztował 43 ringgity, choć mógł kosztować więcej, gdybym przytomnie nie zareagowała, kiedy na przystanku przesiadkowym pan biletowy chciał mnie skasować na kolejny bilet. 

Do następnego miejsca mojego planu wybrałam się również z przesiadką, tym razem w Kuala Lumpur, ponieważ coś mnie tknęło, że wyjdzie to taniej. I rzeczywiście tak było. Bilet na „bezpośredni” autokar z Cameron Highlands do Melaki kosztowałby 63 ringgity, mnie natomiast wyszło razem 40 ringgitów – 30 ringgitów za bilet Cameron Highlands–Kuala Lumpur i 10 ringgitów z KL do Melaki. Jedynym utrudnieniem była zmiana dworca autobusowego. Jednak pomiędzy jednym i drugim kursuje kolej naziemna (słowo „metro” kojarzy mi się z koleją podziemną). Bilet kosztowałby mnie 1,2 ringgita, ale ponieważ nie miałam mniejszej waluty niż 10 ringgitów, aby kupić bilet w automacie, to kupiła mi go Malezyjka, ot tak, aby być miłą :)

Od początku planowania wyjazdu zastanawiałam się, jak wtrynić Singapur w te dwa tygodnie podróży. Tuż przed odlotem byłam nawet skłonna z niego zrezygnować, ale pewien Brytyjczyk poznany w pociągu dał mi 42 dolary singapurskie, ot tak, bo mu nie były potrzebne, więc tak pozmieniałam czas przeznaczony na dane miejsce do zobaczenia, że w Singapurze byłam w końcu prawie dwa pełne dni. Dojechałam do niego z Melaki w ok. 4 godziny za 22 ringgity. Na miejscu poruszałam się cudownym metrem – ech, kiedy u nas w Warszawie powstanie „circle line”?! Bilet na metro to po prostu kartonik, a jego cena jest zmienna w zależności od liczby stacji, które chcemy przejechać. Podobnie liczone jest w Bangkoku i Kuala Lumpur, ale tam dostaje się żeton, który przy wyjściu wrzuca do bramek, więc nie mam pamiątki.

Układ singapurskiego metra

Singapurskie zdobycze

Bilet powrotny z Singapuru do Malezji, a dokładnie do Kuala Lumpur kosztował 29 dolary singapurskie. Jechałam podobno autobusem klasy VIP, ale nie czułam tego zbytnio, bo przede mną rozkładał się praktycznie na moje kolana jakiś Azjata, który na dodatek przekładał ręce za oparcie, więc zmniejszał moją przestrzeń do minimum. Ciekawe, ile miejsca miałabym w autokarze Royal VIP za 42 dolary singapurskie?

Jako że powrót do Warszawy był z Bangkoku, to musiałam jakoś do niego dotrzeć. Nie chcąc tracić czasu na pokonywanie trasy drogą, którą dotarłam z Bangkoku do Malezji, kupiłam bilet lotniczy AirAsia za 213,18 zł (wraz z dużym bagażem). Do lotniska KLIA2 dowiózł mnie pociąg za 35 ringgity (niestety nie mogłam znaleźć tańszego autobusu). W każdym razie, chciałabym, aby Warszawa-Modlin, czyli lotnisko dla takich samych tanich linii jak AirAsia, wyglądał choć w połowie, jak wygląda nowe lotnisko KLIA2 w Kuala Lumpur, choć w rzeczywistości 75 km od miasta, ale obok lotniska dla „normalnych” linii lotniczych. 

W Bangkoku miałam trochę przygód z dojazdem do mojego noclegu z lotniska Don Muang, czyli lotniska dla tanich linii, które notabene było kiedyś lotniskiem głównym, ale jakoś się udało – z wykorzystaniem autobusu razem z pewną Włoszką, drugiego autobusu z tajską nastolatką, która prawie nic nie mówiła po angielsku, ale jechała w moim kierunku, a następnie taksówki również razem z nią – za 70 batów. Ciekawe, czy pan kierowca ją odwiózł do domu, jak prosiłam i opłaciłam?

W autobusie nr 79

Szybkie podsumowanie kosztów transportu, bez wliczania kosztów transportu miejskiego:
- bilet lotniczy WAW-BKK 1376,52 zł,
- bilet kolejowy Bangkok – Butterworth 148,59 zł,
- koszty w Malezji (autokary, pociąg, prom) 143,81 zł,
- bilet lotniczy KUL – DMK 213,18 zł,
- autokar Singapur – Kuala Lumpur 75,92 zł.

Razem (w zaokrągleniu): 1960 zł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz